Pochwała SŁOWA
Piotr Oprzędek wydał do tej pory już trzy tomiki wierszy. Bierze udział w konkursach poetyckich, publikuje w prasie, różnego rodzaju almanachach. Wszystko prawidłowo! Ale najważniejsze jest to, że poeta nie tylko pisze, ale też i czyta innych wiersze, co ma istotne znaczenie w ukszatłtowaniu własnej poetyckiej wrażliwości.
Najnowszy tomik myślenickiego poety pt. „Słowa”[1] zmusza czytelnika do uważnej lektury. Mówiąc krótko – dobry to znak w czasach iście produktywnych, jeśli chodzi o pisanie wierszy. Z tego tomiku emanuje jakieś niezwykłe ciepło rozpisanych słów. Poeta mówi o codzienności bez „nadmuchanych” metafor, stąd też jest autentyczny i dlatego przemawia do czytelnika swoją prostotą, osobistym wyznaniem, że sprawy codzienne, to nie tylko proza życia, ale właśnie poetyckie zadumanie, zatrzymanie chwili, miłosnego dotyku... Bardzo więc trafnie charakteryzuje poetycką osobowość Piotra Oprzędka, autorka „Wstępu”, Anna Witalis – Zdrzenicka: „Siła Piotra Oprzędka tkwi w jego zwyczajności. Przytulny domek w Stróży, z ogrodem bez granic płotu, zapraszającym oko przychodnia. Obłędnie rudy kot, fantastyczne drzewa, którym poeta poświęcił wiersz, wyznający, że sam je posadził. Zwykłe życie, zwykła praca, zwykły człowiek bez cienia dekadencji, pozy poetowej frustracji. I właśnie wrażliwość poety nie pozwala mu na hedonistyczne zadowolenie z owoców tego, co zdobywa trudem swego życia. Jest jak uwierająca drzazga, jak wołanie świata, który domaga się wierszy od poetów w epoce tak mało poetyckiej”.
Melodyka tych wierszy, sprawia czasem takie wrażenie, jakby poeta żył w innej epoce, oderwany od pośpiechu, banalności, komputerowych kalkulacji i symulacji. Dlatego miłość i śmierć mają tu swój własny wymiar, sens i ostateczny cel. Poeta ma świadomość, że „być lepszym każdego dnia/ o uśmiech prawdy” („Bez przeliczenia”, s. 21), znaczy więcej, aniżeli zdeklarowane przyjaźnie, i tak kupione za cenę kiepskich interesów.
Jest wiele ran, bólu i łez, których tak nierzadko doświadczamy. Potrzeba dobrych dłoni, które dodadzą nam otuchy w wędrówce przez życie. Lecz czasem się zdarzy, powie poeta, że „szukam/ już tyle lat szukam/ błąkając się po ścieżkach i autostradach/ czasem osamotniony” („Ślady”, s. 37).
Tyle jeszcze spraw i myśli na głowie, zwyczajne zmęczenie, bezsilność, zakłopotanie, i wtedy przychodzą chwile bolesnego wyznania poety: „nie dla mnie dziś snu pajęczyna” („Bezsenność”, s. 44). Piotr Oprzędek nie ukrywa, że świat stał się taki okrutny, bo rzeczywistość – niestety – takim właśnie snuje się kolorem. Jakże piękny i wymowny jest wiersz poświęcony ofiarom zamachu z 11 września 2001 roku na WTC w Nowym Jorku, aż chciałoby się krzyknąć, gdzie człowiek może dziś czuć się bezpieczny? Bo „nikt już nie czuje/ wczorajszym sercem/ zbyt dużo pękło ich niczym szkło/ pytanie jedno łączy dziś usta/ gołębie wzlecą/ czy czarne zło” („Po jedenastym”, s. 51).
Tom wierszy „Słowa”, który zawiera utwory pisane w latach 1999-2003, wpisuje się swoim głosem w krajobraz dobrej poezji. Wierzę, że znajdzie on zarówno czytelników, jak i szersze uznanie krytyki. Świat bez poezji byłby nie do zniesienia. Poeta bez świata byłby jedynie szkieletem własnych myśli. Stąd też wszystko ma swój cel i drogę, o czym mądrze przypominają nam wiersze pomieszczone w omawianym tomiku. Trzeby tylko otworzyć serce i chcieć...
Eligiusz Dymowski
[1] Piotr Oprzędek, Słowa, Wyd. Towarzystwo Słowaków w Polsce, Kraków 2003, ss. 76.