W mikroświatach wyobraźni[1]

Piotr Oprzędek w szóstym już tomiku wierszy pt. „I nic poza tym” konsekwentnie toruje sobie drogę na literacki Parnas. Zaledwie dwadzieścia jeden wierszy pomieszczonych razem, tworzą interesujące poetyckie mikroświaty, gdzie ból jest tak samo prawdziwy, jak i rozczarowanie, a wtedy nawet „uśmiech powracający z banicji/ otwiera usta” („Antrakt, s. 10). Codzienne światy, banalne i zwyczajne nie idą tu w parze z nowoczesnością. A jednak nie są osamotnione. I chociaż jak powie poeta: „zajesienniło się dookoła/ zmienili czas/ i nic poza tym”, to jednak trudno jest w to tak od razu uwierzyć, gdyż coś tam jednak w duszy zagrało, zaiskrzyło, zadrżało, bo przecież „najważniejszy jest egzamin wewnętrzny” („Tablica”, s. 14). Dlatego rację ma autor „Wstępu” do tomiku Wiesław Kot, pisząc że „Oprzędek nie opisuje świata, w którym żyje, nie fascynuje się pejzażem, lecz ten świat i pejzaż pisze po swojemu, próbując go pojąć, zrozumieć, a przez to odpowiedzieć sobie na – wydawałoby się – banalne pytanie o miejsce człowieka w tymże świecie” (s. 3). A to miejsce coraz bardziej zagrożone. Ośmieszane. Odzierane z godności i zniewalane wbrew sumieniu, przez coraz to nowsze tzw. ideologie wolnościowe. W ustach poety brzmi to jak wyzwanie: „mam alergię/ na pyłki chamstwa/ sierść głupoty/ i kurz pseudoaltruizmu” („Alergia”, s. 15).

Piękna jest metafizyka tych wierszy, bez zbędnych komunałów i mędrkowania. A wiersze pisane w czasie Wielkiego Tygodnia wręcz paraliżują swoją realnością i egzystencjalnym bólem. Warto przytoczyć jeden z nich w całości:

                        „Napisane w wielki piątek”

                        każdy z nas

                        niesie swój krzyż

                        tak jak kiedyś niósł go Pan

                        ale to my

                        co krok

                        prosimy o Szymona z Cyreny

Życzę poecie wytrwałości na trudnej arenie „żonglowania” słowem. Bo kto choć raz upomniał się o prawdę musi mieć tę świadomość, jak potrafi być ona gorzka i niewdzięczna zarazem, bo nierzadko tłumiona wstydem samego człowieka. Lecz kto wytrwa do końca – ten ocali Słowo!

Eligiusz Dymowski



[1] Piotr Oprzędek, I nic poza tym, Wydawnictwo i Drukarnia Towarzystwa Słowaków w Polsce, Kraków 2006, ss. 30.