Malina w dojrzałym sadzie
Czytając wiersze wielu współczesnych poetów, odnoszę wrażenie pewnego niedosytu. Codzienność, która tak naprawdę wcale nas nie rozpieszcza, coraz częściej staje się banalna, szara i bez wyrazu. Tylko czy tego rodzaju pesymistyczne spojrzenie cokolwiek może zmienić? Wątpię. Dlatego nie ustaję w poszukiwaniu coraz to nowych literackich inspiracji, aby nie popaść w płytki marazm i wszechobecną tandetę. Odetchnąłem jednak z ulgą, gdy zacząłem czytać najnowszy tomik wierszy, bliżej nieznanej nikomu poetki Jadwigi Maliny-Żądło pt. „Zanim”[1]. W krótkiej nocie biograficznej na ostatniej stronie okładki możemy wyczytać, że poetka mieszka w Trzebuni i należy do Myślenickiej grupy literackiej TILIA. W roku 1996 wydała swój pierwszy tomik poezji „Szukam ciemna”, a poprzez kolejne lata zaznaczała swoją literacką obecność, publikując wiersze w różnych czasopismach oraz almanachach.
W przypadku poezji, to nie ilość wydanych tomików określa dojrzałość i wartość prezentowanych utworów. Z tą świadomością (i dobrze) Jadwiga Malina-Żądło coraz śmielej stawia swoje poetyckie kroki na wąskiej drodze prowadzącej ku szczytom Parnasu. Opublikowany tomik „Zanim” jest tego niewątpliwym świadectwem. Realizm doznawanych uczuć i przeżyć to od samego początku oryginalność tej poezji. Bez zbędnych ozdobników, w oszczędnej niemal metaforze, rozpisuje autorka napięcia doświadczeń, które z każdym wierszem stają się częścią uważnego czytelnika. Nawet jeśli kokietuje: Nikt niczego o mnie nie wie/ … /o moją prawdę biją się gałęzie („Tam”), czyni to z pewnym wykalkulowanym wyrachowaniem, wręcz prowokacją, aby czytelnik uległ pokusie ciekawości i popłynął do końca dość niebezpiecznym nurtem wzburzonej rzeki słów.
Wielokrotnie poetka przywołuje obrazy wspomnień, niekoniecznie tych odległych, ale mocno utrwalonych w pamięci. Bo przecież pamięć chroni człowieka przed korozją zobojętnienia. Jest swego rodzaju fotograficzną kliszą do której można zawsze dowolnie powracać. To wyjątkowy sejsmograf uczuć, który zapisuje każde nawet najmniejsze nieoczekiwane drgnienie. Może dlatego – jak powie poetka – Skrzydła przyjaciela/ prostują ścieżki moje/ gdy/ dach i ptak/ dom/ cicho oddycha („Skrzydła przyjaciela”).
Przywoływanie osób bliskich, miejsc i wydarzeń jest tak samo naturalne, jak i dramatyczne. Czy jednak wszystko musi być okupione cierpieniem? Czy ludzkie szczęście nieuchronnie i tak pochłonie śmierć? Bo przecież młodość jeszcze/ nie wytrzeźwiała/ a już żałobnicy/ przynieśli wino („Już”). A jednak nie można się poddawać. Upływający czas to jedynie zapisana konieczność, podczas gdy przemijalność jest cielesna, materialna. Dystans do siebie i ironia najlepiej oddają emocje, a wtedy zanim umrę/ zrobię jeszcze pranie/ Słońce wysoko/ popatrzę na nie/ Synek mi poda cień („Zanim”).
Wiele jest w tych wierszach czerni, odcieni szarości i smutku. Śmierci i wewnętrznego rozdarcia. Może czasem za dużo, jak na kobiecą wrażliwość i delikatność. Tylko że w tym przypadku, właśnie taka kolorystyka dodaje siły poetce, choć czasem pojawi się również zwykły ludzki żal do Losu: Kto mnie/ tą chmurą/ przyodział suchą/ co umiera/ rozerwana przez gołębia („Wrażliwość”). Twarde stąpanie po ziemi jest tak samo pasjonujące, co i nieobliczalne. Dom, rodzina, najbliżsi, to wartości nadrzędne na tej przejściowej drodze do szczęścia, bo przecież życie to ryzyko pisane każdemu z osobna. Mam nadzieję, że poetycka droga Jadwigi Maliny-Żądło nabierze z czasem większej pewności siebie i jeszcze nie raz pozwoli nam spotkać się w wierszu na rozwidleniach codzienności zmierzającej do Światła.
Eligiusz Dymowski
[1] Jadwiga Malina Żądło, Zanim, Wyd. Towarzystwo Słowaków w Polsce, Kraków 2007, ss. 68.