Janusz Orlikowski - Po ciemnej stronie

Krakowianin JAN KIRSZ jest z zawodu inżynierem mechanikiem. Jego pierwszą profesją artystyczną było jednak tworzenie miniaturowych szopek bożonarodzeniowych, które doczekały się wielu nagród i wystaw, także poza granicami kraju. „Małe dzieła” można podziwiać nie tylko w muzeach w Krakowie i Paryżu, ale również w wielu innych, renomowanych galeriach świata. Są, jak twierdzą znawcy tematu, doskonałością w swej miniaturowej klasie.

Jak wiadomo, tego typu talent wymaga harmonijnej wyobraźni oraz poczucia piękna i doskonałości. Ten stan ducha jest jakby podstawowym „warsztatem” dla tworzenia wspomnianych arcydzieł. W wolnym czasie JAN KIRSZ pisze również wiersze. Zebrał je w tomik p.t. „Rozmawiając ciszą”. Utwory te są swego rodzaju antidotum na obraz harmonii i piękna, objawiający się w szopkach. Wyeksponowana zostaje ciemna strona życia. Precyzja natomiast dotyczy najczęściej spraw starości („Igła”, „Miotła starego dozorcy”, „Chleb zapomniany”), w tym przemijania („Drzewo”), a także: brudu życia i jego objawów („Bezdomni”, „Ulicznica”, „Szablon” oraz „Zgon narkomana”). Owa precyzja raczej mieści się w charakterze socjologicznych spostrzeżeń, a nie w kreatywności poetyckiej wizji. Tak jakby harmonia i piękno urzeczywistniały się tylko w tej pierwszej, „szopkowej” profesji.

Brakuje w tych utworach pragnienia piękna. Wyjątek stanowi postawa podmiotu lirycznego jednego z najlepszych liryków pt. „Poszukiwanie złota”, która świadczy o tym, iż także autorowi wierszy nie jest obcy sens poetyckiej profesji. Pojawiają się słowa: „Poeci/ wypłukują/ z wody rwącej rzeki/ kruszec/ najbardziej szlachetny/ i czysty”. Ten piękny obrazek łowienia znaczących słów nie zawsze znajduje swe miejsce w innych wierszach poetyckiego debiutu JANA KIRSZA. W utworze „Tak to widzę” podmiot liryczny mówi: „Ubrać w prostotę/ słowa/ by docierały/ a nie zacierały”. Poetyckie credo miałoby być może faktycznie znaczenie, gdyby proponowana lapidarność niosła ze sobą treści o głębszym sensie. Wspomniane już credo jest natomiast opisem powszechnie znanych przypadłości socjologicznych. Taka jest w istocie treść większości wierszy. To, co jest widoczne również okiem niepoetyckim, zostaje „ubrane” w proste słowa.

JAN KIRSZ poświęca swe teksty, jak pisze Anna Kajtochowa w „Postscriptum” do „Rozmawiając ciszą”, głównie problemom społecznym: „(...) statusowi ludzi zbędnych, starych, beznadziejnie chorych, bezdomnych, zagubionych społecznie”. Z narkomanem, z utworu „Zgon narkomana”, identyfikuje się tylko serce matki. W galerii poetyckich kreacji pojawiają się także: bezdomni, walczący by przeżyć i „mamroczący coś przez sen” (marzenia lepszego życia); ulicznica, myśląca tylko o tym, „kto włoży/ w [jej] dłoń monetę” lub „kto wypełni to/ puste miejsce”, a także dyktatorzy mody, którzy „ubierają słowa w znaczenia/ tak grubo/ że treść już nie ma czym oddychać/ i tak lekko/ że treść się przeziębia/ i umiera na suchoty (wspomniane postaci pojawiają się w wierszach o następujących tytułach: „Zgon narkomana”, „Bezdomni”, „Ulicznica” oraz „Dyktatorzy mody”. W utworze pt. „Aktywny wypoczynek” podmiot liryczny przedstawia ulubiony sposób spędzania czasu przez Polaków. Opisuje: picie wódki i organizowanie grilla. W wierszu pt. „Szablon” zostaje natomiast ukazany stan żebractwa w Polsce.

Według mnie, świat, ukazany w wierszach JANA KIRSZA, jest odbiorcy dobrze znany. Brakuje tendencji do poszukiwania innego nazewnictwa, poruszania czytelnika poetyckim słowem. W odniesieniu do zgonu filozofa padają słowa: „Zaplątane w myślowe supły/ całe jego życie/ na końcu/ jedno cięcie/ rozwiązało te wszystkie problemy”.

Poezja nie akceptuje oczywistości, o czym powinien w przyszłości pamiętać autor. Sądzę, że drzemią w nim możliwości. Dowodem tego jest piękny wiersz – „Poszukiwanie złota”, który jest obrazem tomu „Rozmawiając ciszą”.

Akant, nr 10, 2006 r.
Jan Kirsz: „Rozmawiając ciszą”
Kraków 2006, Towarzystwo Słowaków w Polsce