Danuta Perier „Niebo we włosach” Kraków 2006, Wydawnictwo Towarzystwa Słowaków w Polsce

Stanisław Stanik - Świat sprawdzony dotykiem

To ciekawe, jak pewne zbitki językowe przychodzą na myśl w specyficznych okolicznościach i tworzą zbitki – hybrydy. Z takim stanem rzeczy mamy do czynienia w wypadku tytułu najnowszego zbioru wierszy DANUTY PERIER pt. “Niebo we włosach”, który kojarzy się z innymi: Niebo w płomieniach” i “Kwiaty we włosach”, oczywiście różnych autorów. A jak interpretować tytuł PERIER, trudno jednoznacznie powiedzieć: czytelnik ma nieskończone możliwości wyboru. Mogę między innymi stworzyć sobie takie wyobrażenie: niebo z rozwianymi chmurami jak kosmyki włosów, niebo przypominające kształtem loki włosów na głowie, może jakieś jeszcze obrazy, ale to naprawdę w tym tomie nie jest najważniejsze. O wiele ciekawsze są doznania świata smakowicie podanego przez autorkę w formie bardzo estetyzującej, wycieniowanej w tonach, subtelnej, co dowodzi wyrobionego rzemiosła artystycznego.

O zebranym doświadczeniu nie padają słowa puste, autorka zadebiutowała w 2000 roku tomem pt. “Słonecznikowa miłość”, a potem wydała dwa następne, ten – “Niebo we włosach”, jest czwarty. Dowodzi to nie tyle samozaparcia, może obsesji, ile sprawdzenia się w gatunku poetyckim, akceptacji jej przez środowisko czytelnicze. A odbiór tej poezji może być szczególnie przyjazny, gdyż wydaje się sprawdzalna na każdym kroku, na każde dotknięcie palcem: jest konkretna, autentyczna, życiowa. Sprawdzalni są ludzie, przeważnie z kręgu rodzinnego, ale również przyjacielskiego. Sprawdzalne jest otoczenie, najzwyklej odnoszące się do domu, tego fizykalnego i duchowego, sprawdzalna jest perspektywa, przeważnie brana ze świata natury.

Obraz tych wierszy otwiera jakiś kadr z domu starości, pewnie przejęty z obserwacji, nie przeżycia autorki, potem zjawiają się różne ciepłe postaci: dziadka Antoniego, matki, ojca, rodzeństwa, syna, wnuczków ... męża. Właśnie z tą ostatnią postacią wiąże się przeżycie duchowe, które swym pięknem przewyższa inne (w erotyku wyjątkowo raczej rymowanym) : “Zbudzona bladym świtem w Twych ramion objęciach /Mieniąca się wilgotnym pocałunkiem rosy / w najpiękniejszym ze światów zażywam rozkoszy / Ja która o miłości nie miałam pojęcia”. Krąg domowy przenika różne sytuacje (spacer, rozmowa), łączy się z uroczystościami (Komunia Święta), nastraja odpowiednio do pory roku (wiosna łączona z ciotką).

Świat PERIER jest tak przekonujący, sprawdzalny i dotykalny, że nawet wiara oddawana jest przez obraz kapliczki przydrożnej. A cóż mówić o kostiumie zmiennych pejzaży ? Wiosny, jesieni, mniej zimy i lata ? Właśnie one, pejzaże, dają przede wszystkim podnietę twórczości, czego potwierdzeniem są słowa z “Jesiennych fascynacji”: Każdy jej liść / to nowy wiersz/ dla poety”. Te wszystkie akcenty, stany, obrazy scala jedno: miłość podmiotu, tym bowiem uczuciem obdarza on cały świat otaczający, nadaje mu piękno przeżycia i sens istnienia. Doprawdy, ciekawy to zbiór wierszy. Na podstawie konsytuacji można domniemywać, że autorka ma już swoje lata, ale jej poezja nie jest naznaczona piętnem przejrzałości, jakiejś nieapetyczności, jest jakby trochę w swoich motywach staroświecka, ale i wysmakowana, i nawet wytworna.

Akant nr 11, 2006 r.