Nie spłonę cała namiętnością

„Alicja Tanew – poetka i kompozytorka, absolwentka Wydziału Prawa UJ, wykonująca zawód radcy prawnego, mieszka w Krakowie” – słowa te czytamy w nocie o autorce w jej najnowszym tomiku wierszy pt. „Zbieranie przecinków”[1]. I nie ma w tym nic dziwnego, albowiem wszechstronność i talent, od lat tworzą sobie tylko właściwy i  niepowtarzalny image krakowskiej artystki. Tomik „Zbieranie przecinków” porusza ulubione tematy Alicji Tanew. To rozmowa o miłości, uczuciach, kobiecych marzeniach, najprostszym, ale na całe życie zapamiętanym dotyku. Świadoma przy tym kokieteria sprawia, że czytając te wiersze, trudno jest oprzeć się takim sugestywnym słowom poetki: wypij moją tęsknotę/ popatrz jaki piękny kielich Ci podaję/ w krysztale życia („Wypij moją tęsknotę”, s. 7).

Poetycki zapis, często wplatany w klimaty przyrody, osiąga tu niezwykłą siłę przyciągania. Wywołuje delikatne drżenie ciała niepowtarzalnym alfabetem miłości. Każdy czas i każda chwila nie mogą być zaprzepaszczone, bo tylko niemodne suknie młodości/ więdną w szafie (*** niemodne suknie, s. 14). Delikatność kobieca, wbrew utartym sloganom, wcale nie łączy się w tej poezji z fizyczną słabością. Doświadczenie miłości dopiero z wiekiem umie dokonać właściwego rachunku sumienia. Dopiero wtedy możemy powiedzieć jak wielką była jej moc, niekiedy ponad ludzkie siły, aby ją dalej ponieść w ramionach, a wtedy nie zdziwią nikogo gorzkie słowa poetki: już wiem/ że miłość musi mieć czas/ żeby odejść („Już wiem”, s. 29).
Pisanie o miłości niesie ze sobą pewne ryzyko banału i egzaltacji. Ale to uczucie, tak naprawdę nie znosi pustych komunałów, spłyceń, sms-owych skrótów. Alicja Tanew rozumie to doskonale. Jej kobieca wrażliwość dostrzega w miłości wyjątkową kolorystykę codzienności, gdzie szczęście i ból, radość i łzy są niemalże nierozłączne. A wtedy wyjmuję kolce/ z wczorajszych myśli/ powoli/ żeby nie bolało bardziej („Kolce”, s. 45). To właśnie miłość wyznacza rytmikę zachowań, i wbrew zmieniającym się modom lub zapatrywaniom, dalej doskonale czuje się w salonie pełnym zapalonych świec, szeptów, komplementów i ukradkiem rozdawanych pocałunków.
Słusznie zauważa w posłowiu do tomiku Michał Zabłocki, że „Alicja Tanew cofa bieg historii. Tworzy coś, co można określić mianem estetyki retro, czy wręcz twórczości zamierzchłej. Ale jest w tym tak autentyczna i przekonywująca, że aż odkrywcza. Odkrywa, że pewne dawno już zarzucone nurty sztuki mogłyby być z powodzeniem uprawiane w dalszym ciągu, a nawet rozwijane w kierunku całkowicie sprzecznym z aktualnie obowiązującymi tendencjami”. Poetka często więc pragnie zatrzymać nieubłagalnie upływający czas. Ta swoista fotografia doznań i przeżyć w odcieniach różnych barw, uczy po prostu dystansu do tego wszystkiego, co kiedyś było młode i szalone. Dlatego pozostaje właśnie fotografia/ scena/ na której znów potrafię zagrać/ pamięć/ dłuższą niż życie/ anioła („Fotografia III”, s. 53).
Czytając te wiersze, doznaję pewnego oczarowania. To dobry znak. Bo nie potrzeba wulgaryzmów, aby opisać miłość. Alicja Tanew zna swoją wartość, wartość kobiety. I chociaż dla niej miłość jest najważniejsza, to nie upokorzy jej banalnym splamieniem. A czekających i żądnych przygód amantów z góry ostrzega: moja godność znaczy więcej niż przygoda, dlatego nie spłonę cała namiętnością.

Eligiusz Dymowski

[1] Alicja Tanew, Zbieranie przecinków, Wyd. Towarzystwo Słowaków w Polsce, Kraków 2007, ss. 71.